Posted
Comments None

Po długich latach (trzynastu, a dla mnie po jedenastu) dobiega końca działanie platformy Jogger.pl. Krótko mówiąc – szkoda. Pora się przenieść na własne śmieci. Była społeczność, było miło, teraz pozostało tylko wybrać się na Planetę Joggera – pewnie, że to już nie to, nie te czasy i tak dalej. Pozostaną miłe wspomnienia. Gdzie są blogi z tamtych lat?

Czy jakoś tak.

Author
Categories Marudzenie ogólne, Komputery i Internet

Posted
Comments None

W dzisiejszym zapracowaniu ciężko znaleźć czas na cokolwiek, a co dopiero na przesłuchanie całego albumu w jednym podejściu, ale jeśli czasu brakuje – trzeba go w końcu wygospodarować. A kolejna pozycja z płytoteki jest przyjemnie relaksująca, więc tym bardziej warto wygospodarować w terminarzu godzinkę. Będzie dziś coś dla miłośników Clannad – pierwsza solowa płyta, którą nagrała Maire Brennan, ‘Máire’. Słuchamy!

Płytę rozpoczyna zamyślone Cé Leis, potem mamy Against The Wind, kojarzące mi się nieodparcie z Kają, Bregovicem i ‘Śpij kochany, śpij’. Dalej jest Oró, dla odmiany łagodne jak kołysanka dla tego bobasa z okładki. Kolejny utwór, Voices Of The Land, to refleksja o przemijaniu, potem następuje poetyckie i spokojne Jealous Heart, następnie pulsujące energią Land Of Youth (Tir Na nÓg). I znów utwór spokojny i refleksyjny, I Believe (Deep Within), po czym ponownie piosenka energiczna, Beating Heart, której słucham, nomen omen, z bijącym sercem – ten popis na instrumentach perkusyjnych za każdym razem wbija mnie w ziemię. No Easy Way to kolejna porcja spokojnego dumania, a płytę kończy rockowy Atlantic Shore i… chciałoby się jeszcze więcej.

Miłego słuchania!

Author
Categories Muzyka

Posted
Comments None

Dziś na warsztacie płyta Queen ‘A Kind of Magic’, spory kawałek dobrej muzyki, którą po prostu trzeba usłyszeć. A i zobaczyć, bo to również związany z albumem film ‘Highlander’, teledyski i motywy, których się nie zapomina, choćby nowsza wersja znanego z okładki albumu ‘Queen II’ ujęcia członków zespołu, czy też Queen w otoczeniu orkiestry i chóru… Włączamy i słuchamy!

Album otwiera One Vision i już od samego początku zespół “daje czadu”. Po nim następuje nagranie tytułowe A Kind of Magic – Freddie jako czarodziej jest urzekający. Następne jest przepiękne One Year of Love, potem zaśpiewane szalonym falsetem Pain Is So Close to Pleasure i klasyczne Friends Will Be Friends. Dalej mamy utwór filmowy, smutne i przepiękne Who Wants to Live Forever, utwór, który cudownie brzmi w wersjach symfonicznych. Potem dla odmiany porcja cięższego rocka, Gimme the Prize (Kurgan’s Theme), a dalej lekko dyskotekowe Don’t Lose Your Head i znów rockowe, nawiązujące do filmu, Princes of the Universe, w teledysku którego Freddie i Christopher Lambert krzyżują… powiedzmy, że miecze. Na koniec dostajemy przedłużone wersje utworów już znanych, A Kind of ‘A Kind of Magic’Friends Will Be Friends Will Be Friends…, a płytę zamyka instrumentalne Forever, zagrany na fortepianie temat z ‘Highlandera’. W skrócie: magiczny album, po który zawsze – nie tylko w kolejne rocznice śmierci Freddiego – warto sięgnąć.

Miłego słuchania!

Author
Categories Muzyka

Posted
Comments None

Dziś po raz kolejny na warsztat biorę starocie, w odtwarzaczu czeka Chris Rea i album ‘New Light Through Old Windows’. Zasadniczo płyt składankowych nie cierpię, ale nie jest to bynajmniej jakaś zbieranina typu “best of Strauss”, utwory zostały do tej płyty ponownie nagrane w nieco zmienionych wersjach, a i było parę nowych. Oczywiście “nowych” w 1988 roku. Czyli dalej pielęgnuję swój muzyczny zatwardziały konserwatyzm i zamiłowanie do tych, co naprawdę umieją grać. Uruchamiamy i słuchamy!

Od pierwszego utworu jest żwawo i aż nogi same nas niosą, bo płytę rozpoczyna Let’s Dance! Potem coś dla ludzi pracy, Working on It – ta gitara jest po prostu jak mocna kawa z rana. Następnie coś spokojniejszego, Ace of Hearts, w którym Chris czaruje nas tym swoim cudownie przemoczonym głosem, oraz Josephine, utwór niemal urlopowy. Dalej mamy pełne niepokoju Candles, a potem kolejny utwór urlopowy, On the Beach, który doczekał się już nawet czyjejś wersji dla (t)opornych – no cóż, jak ktoś nie umie własnego przeboju napisać, to zrzyna gotowe od innych… I cały czas już samą muzyką można się rozkoszować, a do tego jeszcze mamy w tekstach całe historie, pesymistyczno-optymistyczne w Fool (If You Think It’s Over), pełne tęsknoty w I Can Hear Your Heartbeat, refleksyjne w Shamrock Diaries – taką płytę po prostu musiałem mieć. Do przesłuchania zostały nam tymczasem jeszcze Stainsby Girls, prosty i miły utworek, poruszające jak zimny wiatr Windy Town, po nim Driving Home for Christmas, świąteczna piosenka, którą stacje radiowe co rok nam obrzydzają, i na zakończenie trochę wspomnień, czyli Steel River – jak poprzedni utwór nas uśpił, to tutaj zaraz zbudzi nas urocze i wariackie solo na fortepianie.

I to by było na tyle tym razem, a w dorobku takiego giganta jak Chris znajdziemy wystarczającą ilość płyt na jeszcze wiele zachwytów. Miłego słuchania!

Author
Categories Muzyka

Posted
Comments None

Dziś na warsztacie Sade i płyta ‘Promise’, czyli nagrania Sade Adu z dawnych czasów, kiedy w jej utworach słychać było wyraźnie, że pan Mattewman gra na saksofonie. Czego przykładowo na dużo nowszej płycie ‘Lover’s Rock’, brzmiącej dla mnie jak muzyka z jakiegoś rozbieranego filmu, niestety raczej nie uświadczymy. ‘Promise’ za to uwielbiam, choć nawet za bardzo nie wgłębiam się w słowa, które zresztą dość jasne treści niosą. A na współczesną muzykę będę marudził innym razem, na razie cofamy się w czasie o jakąś niemożliwą liczbę lat, a to, co dziś usłyszymy, brzmi tak, jak powinno. Odtwarzacz, słuchawki, słuchamy!

Album otwiera elektryzujące Is It a Crime, a dalej napięcie nie maleje, bo w drugim, też przebojowym utworze, The Sweetest Taboo, na początku słychać za oknami śliczną burzę! Dalej mamy utwory spokojne i refleksyjne, kolejno War of the Hearts, You’re Not the ManJezebel. A potem znowu utwory takie, przy których można dostać gęsiej skórki – swoją historię opowiada Mr Wrong, następnie mamy uroczy, instrumentalny i cudownie zawiany utworek Punch Drunk, a za nim jeszcze jeden przebój, Never as Good as the First Time. I słyszymy znów utwory spokojniejsze, najpierw tęskne Fear, a po nim kończące płytę i trochę bardziej optymistycznie brzmiące Tar BabyMaureen. I aż się chce “poprawić” jakąś starą składanką Sade, a to niestety już koniec płyty.

Pewnie już mi tak zostanie, że w muzyce lubię to nie do końca określone COŚ, co w latach osiemdziesiątych zwykle po prostu w niej było, a czego obecnie… zwykle po prostu nie ma. Ale chociaż na takie wsłuchiwanie się i rozkoszowanie muzyką poświęcam sporo czasu, sprawia mi to dużo radości i dumny jestem, że słucham albumów w całości, zamiast – jak niektórzy – “na przewijaniu”. Może jednak w całości lepiej?

Author
Categories Muzyka

← Older Newer →