Posted
Comments None

Dziś po raz kolejny na warsztat biorę starocie, w odtwarzaczu czeka Chris Rea i album ‘New Light Through Old Windows’. Zasadniczo płyt składankowych nie cierpię, ale nie jest to bynajmniej jakaś zbieranina typu “best of Strauss”, utwory zostały do tej płyty ponownie nagrane w nieco zmienionych wersjach, a i było parę nowych. Oczywiście “nowych” w 1988 roku. Czyli dalej pielęgnuję swój muzyczny zatwardziały konserwatyzm i zamiłowanie do tych, co naprawdę umieją grać. Uruchamiamy i słuchamy!

Od pierwszego utworu jest żwawo i aż nogi same nas niosą, bo płytę rozpoczyna Let’s Dance! Potem coś dla ludzi pracy, Working on It – ta gitara jest po prostu jak mocna kawa z rana. Następnie coś spokojniejszego, Ace of Hearts, w którym Chris czaruje nas tym swoim cudownie przemoczonym głosem, oraz Josephine, utwór niemal urlopowy. Dalej mamy pełne niepokoju Candles, a potem kolejny utwór urlopowy, On the Beach, który doczekał się już nawet czyjejś wersji dla (t)opornych – no cóż, jak ktoś nie umie własnego przeboju napisać, to zrzyna gotowe od innych… I cały czas już samą muzyką można się rozkoszować, a do tego jeszcze mamy w tekstach całe historie, pesymistyczno-optymistyczne w Fool (If You Think It’s Over), pełne tęsknoty w I Can Hear Your Heartbeat, refleksyjne w Shamrock Diaries – taką płytę po prostu musiałem mieć. Do przesłuchania zostały nam tymczasem jeszcze Stainsby Girls, prosty i miły utworek, poruszające jak zimny wiatr Windy Town, po nim Driving Home for Christmas, świąteczna piosenka, którą stacje radiowe co rok nam obrzydzają, i na zakończenie trochę wspomnień, czyli Steel River – jak poprzedni utwór nas uśpił, to tutaj zaraz zbudzi nas urocze i wariackie solo na fortepianie.

I to by było na tyle tym razem, a w dorobku takiego giganta jak Chris znajdziemy wystarczającą ilość płyt na jeszcze wiele zachwytów. Miłego słuchania!

Author
Categories

Posted
Comments None

Dziś na warsztacie Sade i płyta ‘Promise’, czyli nagrania Sade Adu z dawnych czasów, kiedy w jej utworach słychać było wyraźnie, że pan Mattewman gra na saksofonie. Czego przykładowo na dużo nowszej płycie ‘Lover’s Rock’, brzmiącej dla mnie jak muzyka z jakiegoś rozbieranego filmu, niestety raczej nie uświadczymy. ‘Promise’ za to uwielbiam, choć nawet za bardzo nie wgłębiam się w słowa, które zresztą dość jasne treści niosą. A na współczesną muzykę będę marudził innym razem, na razie cofamy się w czasie o jakąś niemożliwą liczbę lat, a to, co dziś usłyszymy, brzmi tak, jak powinno. Odtwarzacz, słuchawki, słuchamy!

Album otwiera elektryzujące Is It a Crime, a dalej napięcie nie maleje, bo w drugim, też przebojowym utworze, The Sweetest Taboo, na początku słychać za oknami śliczną burzę! Dalej mamy utwory spokojne i refleksyjne, kolejno War of the Hearts, You’re Not the ManJezebel. A potem znowu utwory takie, przy których można dostać gęsiej skórki – swoją historię opowiada Mr Wrong, następnie mamy uroczy, instrumentalny i cudownie zawiany utworek Punch Drunk, a za nim jeszcze jeden przebój, Never as Good as the First Time. I słyszymy znów utwory spokojniejsze, najpierw tęskne Fear, a po nim kończące płytę i trochę bardziej optymistycznie brzmiące Tar BabyMaureen. I aż się chce “poprawić” jakąś starą składanką Sade, a to niestety już koniec płyty.

Pewnie już mi tak zostanie, że w muzyce lubię to nie do końca określone COŚ, co w latach osiemdziesiątych zwykle po prostu w niej było, a czego obecnie… zwykle po prostu nie ma. Ale chociaż na takie wsłuchiwanie się i rozkoszowanie muzyką poświęcam sporo czasu, sprawia mi to dużo radości i dumny jestem, że słucham albumów w całości, zamiast – jak niektórzy – “na przewijaniu”. Może jednak w całości lepiej?

Author
Categories

Posted
Comments None

Płyta ‘Golden Heart’ – Mark Knopfler nagrał ją w 1996 roku – to było coś, co niektórym fanom Dire Straits chyba się nie spodobało. Bo i jak wytłumaczyć recenzje, w których pisali, że to mało ciekawe granie na dobranoc? Może jak się lubi cięższego rocka, człowiek się takim krążkiem nie zachwyci odpowiednio, ale usypiające to nie jest… Może i w zwrotkach Cannibals słychać jakieś stare country, a w Are we in trouble now – Toma Jonesa i jego Green, green grass of home, ale to przecież ten sam co zawsze stary Knopfler – jaki jest, każdy widzi, a skoro porządnych utworów na tym albumie nie brakuje, szykujemy siedemdziesiąt wolnych minut, ładujemy płytkę do odtwarzacza i słuchamy!

Już na początku dostajemy po uszach perkusją i ślicznymi solówkami w Darling pretty – to mi chyba nigdy nie zbrzydnie. Dalej jest trochę cięższy utwór, Imelda, po którym dostajemy tytułowe złote serce, balladę Golden heart. I znów coś mocniejszego, odrobinę mroczne No can do, potem spokojne życiowe obrazki w Vic and Ray, i znów zmiana nastroju, ostrzejszy rock w Don’t you get it… Kolejny utwór to stylowe A night in summer long ago – taka śliczna historia z dawnych wieków, dalej mamy Cannibals, wesołą piosenkę z życia rodziny, później refleksyjne I’m the foolJe suis désole. Następny jest Rüdiger – to sceny z życia łowcy autografów, a potem Nobody’s got the gun – naprawdę warto posłuchać, co Mark chce nam w tej scence jak z westernu przekazać. Teraz przed nami już tylko żołnierska historia, czyli Done with Bonaparte, po czym płytę kończy przepiękna ballada Are we in trouble now – to gitarowe solo na końcu zawsze powoduje, że się po prostu rozpływam…

Taki właśnie jest obecnie Mark Knopfler – nie musi się już z nikim ścigać, gra nam to, co mu się podoba. Ale oczywiście zawsze możemy sobie cofnąć czas i wybrać coś z półki z nagraniami Dire Straits!

Author
Categories

Posted
Comments None

Dawno, dawno temu (ale nie w odległej galaktyce) trafiła do mojej kolekcji płyta ‘The Princess Bride’. Mark Knopfler nagrał ją do filmu o tym tytule – to raczej mało znany u nas album; nie wydaje mi się, żeby w Polsce wiele osób kupowało płyty Knopflera z muzyką filmową. Za często można takie pozycje znaleźć w koszu z przecenionym towarem. Sama “Narzeczona dla księcia” też jakoś u nas nie jest zbyt popularną bajką, może na zachód od Odry zna ją dużo więcej dzieci. Dla mnie – bajka jak bajka, oglądnąłem dla muzyki. I to właśnie do muzyki wracam, nie do filmu.

Album otwierają Once Upon A Time… Storybook Love, piękne i baśniowe, i zamyślone I Will Never Love Again. Dalej mamy utwory, których z filmu w ogóle sobie nie przypominam – brzmiący jak muzyka do ludowego tańca Florin Dance oraz Morning Ride – nie jest to Mozart, jak niektórzy mogliby pomyśleć, ale jak najbardziej “daje radę”. Po nich usłyszymy The Friends’ Song, uroczą muzyczną opowieść. Kolejnych utworów, The Cliffs Of InsanityThe Swordfight, bez towarzyszącego obrazu niestety nie docenimy jak należy. Bez oglądania filmu da się za to słuchać Guide My Sword, zresztą w filmie jest tylko jego krótki fragment, a na płycie mamy całość, przy której można sobie odpłynąć w bajkowe krainy. The Fireswamp And The Rodents Of Unusual Size i następny po nim Revenge to znów utwory z tych najlepiej odbieranych podczas filmu, bo bez obrazu wyobraźnia kapituluje. Na końcu znajdziemy, rzecz jasna, szczęśliwe zakończenie bajki, utwór A Happy Ending. Jeszcze tylko “przebojowa” wersja głównego tematu, czyli Storybook Love, w której zaśpiewał Willy DeVille, i już mamy komplet.

Czy warto odgrzebywać bajki, żeby takiej muzyki posłuchać? To już, jak mawiał główny bohater, as you wish!

Author
Categories

Posted
Comments None

Na dziś przygotowałem płytkę już trochę niedzisiejszą – soul i rythm and blues, czy jak to się tam nazywało, czyli ‘Music Box’ – Mariah Carey, naturalnie. Dla wielu utwory z tak zamierzchłej przeszłości będą zbyt słodkie, więc robimy kawę i wspominamy czasy Złotych Przebojów…

Nie będę się długo rozpisywał o tym, jakie i gdzie sercowe sprawy w tekstach opisano, więc po prostu będzie krótko i po kolei. Dreamlover – jeden z bardzo nielicznych utworów w tym rytmie, które lubię. Hero – z tych jak najbardziej złotych przebojów, żelazny repertuar do wyciągania się z dołka. Anytime You Need A Friend – tekst niby taki prosty i słodki, ale jaka w tym potęga drzemie… Music Box – tytułowa milutka pozytywka. Now That I Know, czyli zmiana nastroju, utwór z przytupem! Never Forget You – może dla niektórych przesłodzone, ale to przepiękny pożegnalny utwór i cudowne sześć ósmych. Without You – kolejny znany złoty przebój. Just To Hold You Once Again – tęskne i miłe coś, a potem I’ve Been Thinking About You – znów utwór żywy i z przytupem. I do końca płyty już nastroje spokojne i lekko tęskne – romantyczne All I’ve Ever Wanted oraz coś odpowiedniego na zakończenie albumu (i nie tylko albumu) – Everything Fades Away.

Jak ona wtedy śpiewała… I co, dobre było?

Author
Categories

← Older Newer →